Drużyna zbudowana z młodych, niedoświadczonych, ale walecznych graczy podbija cały świat. Dwudziestolatkowie zawojowali całą międzynarodową arenę siatkarską. Polscy siatkarze najlepsi na świecie. Pamiętacie? Dzięki komu to wszystko tak ładnie brzmi? No właśnie.
Nie mam pojęcia czy decyzja PZPS wyjdzie na dobre komukolwiek. Nie wiem też czy po mundialu, który rozgrywany będzie już za niecały rok wiele osób gorzko nie zapłacze za Anastasim. Jestem napełniona pesymizmem i rozczarowaniem, tylko za sprawą kogo dzieje się to wszystko? PZPS, czy mówi Wam to coś? Ja na dzień dzisiejszy ten skrót tłumaczę sobie tak - instytucja, która nie wie co robi, ale sądzi, że jednak wie. Dlaczego tak uważam? Już tłumaczę.
Pamiętacie jak w 2011r. naszą kadrę objął Anastasi? Było wielkie boom, była radość Pana Prezesa, a wszyscy działacze tryskali hurraoptymizmem. Nikomu zarzucić nie mogło się wtedy braku taktu, czy jakiegokolwiek zachowania, które miejsce ma obecnie. Generalnie wszyscy zrobili z siebie jedną wielką rodzinę, a Włoch, który przyjechał do Polski napajał nas nadzieją. To znaczy, może nie nas. Kibiców nie. Ta grupa po prostu zawsze wierzy, niezależnie od tego, czy kadrę trenuje siedemdziesięcioletni Kubańczyk czy uśmiechnięty Andrea z perspektywami na przyszłość. Pierwsza poważna impreza nadeszła już w 2011r. Orzełki wyjechały do Japonii by tam móc ogrywać wszystkich równo i przywieźć srebro, które było pierwszym przebłyskiem i światłem w tunelu w oczach Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Kibice z dnia na dzień jeszcze bardziej umacniali się w wierze, rozwieszali flagi, drukowali zdjęcia Anastasiego, wp i onet szalało od nowych artykułów, a krasnal, który jak później się okazało stał się gigantem był z dnia na dzień coraz bardziej sympatycznym i ciepłym człowiekiem. Był po prostu sobą. Był zwycięzcą. Nadeszły kolejne imprezy. Mistrzostwa Europy, z których przywieźliśmy brąz, Liga Światowa, w której wywalczyliśmy ten sam krążek przed własną publicznością. Ludzie nie wierzyli w to co widzieli. Każdy łapał się za głowę i zadawał jedno pytanie: "Jak?" - a tak, pomyślał Anastasi i z dnia na dzień dawał nam jeszcze więcej uśmiechu. Oczy wszystkich kibiców wpatrzone więc były w siwego Andreę podobnie jak oczy Prezesa i Związku. Tylko teraz nasuwa się jedna zasadnicza różnica. Ci pierwsi nadal patrzą na trenera z podziwem, a Ci drudzy wyrzucają go i zastępują cały czas czynnym graczem, ale o tym później. Medale cieszyły wszystkich i dały pole do popisu wszystkim znawcom (których od każdego krążka przybywało) jednakże nie możemy zapomnieć, że równie wielkie pole manewru dostał PZPS, który po powrocie z Sofii naszych złotych medalistów uznał, że będzie tak zawsze (tutaj cytuje słowa Prezesa Przedpełskiego) "Od dziś będzie tak zawsze" - słowa zostały rzucone na wiatr podczas konferencji prasowej na lotnisku, a mina Bartosza Kurka, gdy je usłyszał była jednoznaczna. Siatkarze chyba od tamtego momentu przestali wierzyć, że będzie tak zawsze podobnie jak niektórzy (ba) kibice i po powrocie z Igrzysk Olimpijskich, które jak się okazało były klapą stali się kompletnie innym zespołem. Dlaczego? Nie wiem czy jest osoba, która umie do końca odpowiedzieć na to pytanie. Ja sama nie chcę snuć zbędnych wywodów. Uważam po prostu, że presja ostatnich kilku lat narosła do tego stopnia, że zawodnicy, którzy kiedyś byli w stanie ograć Brazylię 3 razy pod rząd, dziś nie potrafią spojrzeć Brazylijczykom w oczy i powiedzieć - "Jesteśmy lepsi" Jeszcze 2 lata temu nie przysporzyłoby to żadnemu z naszych graczy problemu, a dziś? No nie wiem, ale do meritum. Były też porażki. Nawet w tym roku. Liga Światowa i Mistrzostwa Europy jak pewnie doskonale wiecie. Ten okres nie należał do najbardziej kolorowych jeżeli chodzi o zawodników, ale również o zwykłych kibiców. Wiele osób podłamało się i przestało wierzyć w siły tego zespołu, ale mimo wszystko ludzie potrafili się zjednoczyć. Kibice tworzyli profile, robili rozmaite akcje na Facebook'u pokazując przez to siatkarzom i trenerowi, że ich wspierają. No nic - dumni po zwycięstwie, wierni po porażce pomyśleli ludzie w całej Polsce, tym bardziej, że porażka w meczu z barażowym z Bułgarią zasłużona na pewno nie była, wręcz przeciwnie. Niestety, stało się najgorsze. Po kilku tygodniach od Mistrzostw Europy do mediów i do ludzi dotarła może nie do końca szokująca, ale na pewno przykra informacja. "Andrea Anastasi zwolniony"
Każdy spekulował, czy aby na pewno słusznie. W tym ja. Doszłam do wniosku, że może nie było kolorowo. Może przez ostatni rok nie byliśmy najlepsi. Nie stawialiśmy czoła wszystkim tak jak powinniśmy to zrobić. Może nie stanowiliśmy takiej potęgi jak dwa lata temu, ale czym jest to wszystko w obliczu tego ile zrobił dla nas ten człowiek? Czy warto zmieniać tak dobrego trenera, który wykrzesał z nas już tyle rok przed Mistrzostwami Świata? Czy warto wywalać go na bruk, jeżeli on sam, niejednokrotnie podkreśla, że chce tu zostać? Czy warto dawać kibicom tyle powodów do zmartwień, gdy jedna z najważniejszych imprez na świecie zbliża się wielkimi krokami? Te trzy pytania zadane zostały PZPS'owi przez kilka tysięcy osób, ale odpowiedzi nie dostaniemy. Nie ma co się dziwić. Na miejsce Andrei i jego sztabu przyszedł Stephane Antiga i Philipe Blain. Oczywiście, teraz PZPS stanowiska w tej sprawie jako tako nie zabiera, ale jeżeli przyjdzie co do czego i wygramy cokolwiek z tą dwójką, co wydaje się surrealne to zacznie się poklepywanie po ramieniu i mówienie do ucha "Teraz będzie tak zawsze" :)
Jak widzicie zawsze nie znaczy na zawsze, a w oczach Polskiego Związku Piłki Siatkowej człowiek nie znaczy nic, chyba podobnie jak kibic, bo przypominam, że my jako jedyni GODNIE pożegnaliśmy trenera, który dla Polskiej siatkówki zrobił tyle ile w mojej opinii nie zrobi już nikt. Sam Anastasi skierował do nas, kibiców kilka pięknych zdań, które pozostaną w naszych i jego - biało-czerwonym sercu już na zawsze.
Kiedy rozpocząłem moją przygodę w Polsce 3 lata temu nie sądziłem, że ten kraj przyjmie mnie tak ciepło.Z mojej strony płyną podziękowania dla ludzi kochających reprezentację, w szczególności dla moich fanów. To był dla mnie świetny czas, kiedy razem z moim sztabem dawaliśmy z
siebie wszystko co było możliwe, aby udostkonalić drużynę. Byliśmy na
10. miejscu w rankingu światowym, a teraz kiedy opuszczam ten zespół - na 5. Jestem zadowolony z wyniku mojej pracy.
Zawsze możecie być jeszcze lepsi, ale ważną rzeczą jest to, że
robiliśmy co się dało. Mocno pokochałem tę drużynę i każdy dzień z nią
spędzony był wspaniały.
Rzecz, z którą się nie rozstaję to wy, moi fani, wszyscy ludzie, którzy pomagali nam w każdym meczu, abyśmy dali z siebie 100%. Sprawiliście, że czuję się jednym z was i część mojego serca jest "biało - czerwona" To doświadczenie będzie zawsze ze mną, nigdy tego nie zapomnę.
Uściski dla wszystkich,
Wasz AA
"Nikt nie może wymazać tego kim jesteś i co zrobiłeś" - i niech ta myśl przyświeca wszystkim fanom trenera Anastasiego.